HomeMetodaPoziomyKursyDla firmTłumaczeniaCennikPracaKontakt
       
  Relacja z Obozu Sportowo-Artystycznego OSA
27.06.2010 - 09.07.2010



Aby zobaczyć więcej zdjęć, kliknij w miniaturki przy poszczególnych dniach


Dzień 1. niedziela
Pierwszego dnia zostaliśmy podzieleni na grupy językowe. Test był trudny - trzeba było przetłumaczyć zdania oraz opisać Magdę po angielsku.
Potem Magda i Darek zorganizowali zabawę, w której w jak najkrótszym czasie musieliśmy dowiedzieć się o sobie oraz o ośrodku konkretnych informacji. Już wiemy kto z nas nie jada słodyczy, kto był ostatnio u dentysty i jak się nazywa teściowa Darka!
Ponieważ pogoda była super, resztę dnia spędziliśmy nad jeziorem, przy zachodzącym słońcu uprawiając tzw. TEAM BUILDING.



Dzień 2. poniedziałek
Dziś dzień słońca i wody. Wybraliśmy się na plażę wojować makaronem oraz ćwiczyć mega śilizzzzzzzzzzg! Trochę mydlin, śliska mata i jedziemy! Najdalej dojechał Alex, ale nie poddaliśmy się i ćwiczymy do następnego starcia! Jak plaża to oczywiście i siatkówka, zamki z piasku i pływanie! Relaks na maxa!
Po napełnieniu brzuszków i sjeście zaczęliśmy przygotowywać flagi - każda grupa ma swoją flagę, nazwę oraz skecz, który niebawem zaprezentujemy. Przy ognisku!
Gdy już flagi były gotowe i paluchy umyte, zdecydowaliśmy się na wycieczkę rowerową aby poznać okolicę. Chłodny wiaterek był naszym sprzymierzeńcem, a lekkie słonko tworzyło klimat wyprawy. TEAM BUILDING wieczorny był niezły: musieliśmy przeciągnąć przez nasze koszulki - czyli wszystkich obozowiczów - skarpetę na sznurku (tylko Magda zna historię tej skary). A potem wszyscy ze związanymi oczami szukaliśmy rzeczy w trawie - nie ma to jak wyostrzone zmysły!



Dzień 3. wtorek
Dziś były kajaki! No, nie jest to takie proste, oj, nie. Ale jesteśmy zmotywowani.
Gry zespołowe, football, ostatnie próby do naszych skeczy bo dziś wieczór będzie... OGNICHO!
Za chwilę angielski, czyli English więc pędzę, tzn. I have to go! Bye!




Dzień 4. środa
Wow! Takiego czegoś jeszcze nie było! Dziś mieliśmy zadanie godne inżyniera! Każda grupa dostała karton, trochę taśmy i folii i musiała zbudować... ŁÓDŹ, która z załadunkiem 1 osoby dopłynie do pomostu! Mieliśmy na to 30 minut. Dopłynęła jedynie konstrukcja Kinder Mafii , a reszta poszła na dno. Dobrą wiadomością jest, że każda załoga ocalała!
Po obiedzie udaliśmy się na MISSION 6 - grę drużynową z 6 stacjami. Strzelaliśmy z markerów, budowaliśmy ludzką piramidę, ale najwięcej emocji wzbudziło zadanie z dziurawą rurką... W środku była piłeczka i musieliśmy nalać tyle wody, aby wypłynęła górą. Problemem był brak wystarczającej ilości palców do uszczelniania i byliśmy cali mokrzy!
To nie wszystko! Przyszedł czas na pedałowanie! Zabraliśmy plecaczki i udaliśmy się na wycieczkę, zupełnie przypadkiem zahaczając o... sklep.
Oczywiście dzień bez angielskiego to dzień stracony, a tak być nie może, więc wieczorem uczyliśmy się pilnie. Układaliśmy wróżby, graliśmy w prawdę i zadanie oraz wiele innych nietypowych zabaw językowych.
Po kolacji obejrzeliśmy 'Avatara' i udaliśmy się do łóżek.



Dzień 5. czwartek
Czwartek rozpoczęliśmy wizytą komisji SANEPID-u. Zarówno nasz obóz jak i kuchnia przeszły ją pomyślnie. Potem udaliśmy się nad jezioro. Największym powodzeniem jak zwykle cieszyła się mydlinowa ślizgawka oraz noodle. Po powrocie z plaży mieliśmy zajęcia 'artystyczne'. Mogliśmy zapisać się na warsztaty Japońskiej Kaligrafii, jubilerskie oraz harcerskie. Po obiedzie i sjeście każda grupa miała zajęcia English-Śminglisz, ściankę wspinaczkową oraz największą na świecie piłkę nożną. :-) Wieczorem jak to ujął Kuba: zbyt zmęczeni aby się nudzić, odwiedziliśmy Lemonowe Kino.




Dzień 6. piątek
Dziś zaczęliśmy nietypowo, od English - Śminglisz. Jak zwykle było wesoło i rozwojowo. Powstały 'forest books' czyli książeczki z angielskimi nazwami rzeczy, które można znaleźć w lesie. Dopiero po angliku poszliśmy na plażę, a tam każdy mógł wybrać coś dla siebie 'Balonówka' , 'Dwa Wodnie' lub kajaki. Na obiad zjedliśmy kapuśniak i filety z mintaja. A po sjeście zaczęliśmy pracę nad projektem filmowym. Po kolacji odbędzie się długo oczekiwana 'Gra totemowa'. Pogoda w dalszym ciągu nas rozpieszcza. Słońce, słońce i jeszcze raz słońce. Jutro w planach finał konkursu 'Jak łyse Konie' oraz rozpoczęcie 'Lemoniady' - czyli konkursu sportów indywidualnych.




Dzień 7. sobota
Dziś pierwsze drużyny paintballowe ruszyły na misję. Musieliśmy uwolnić Lemonowego Królika oraz bronić fortu. Strzelane wcale nie jest takie łatwe jak nam się wydawało. Nauczyliśmy się, że dobra strategia to klucz do sukcesu. Czołganie w trawie, ukrywanie się za drzewami i krzakami, odwracanie uwagi przeciwnika oraz precyzja i praca w grupie - to są właśnie nasze metody.
Dziś także odbył się makaronowy wyścig oraz balonówka, czyli siatkówka balonami pełnymi wody!
Po obiedzie kontynuowaliśmy pisanie scenariuszy do naszych filmów obozowych: tak, będziemy nagrywać własny film! Każda grupa wylosowała rekwizyty, których musi użyć w filmie oraz myśl przewodnią, która będzie towarzyszyć tej lemonowej film produkcji. Jesteśmy strasznie podekscytowani - to bardzo dziwne uczucie oglądać samego siebie na dużym ekranie!
Poprosiliśmy kadrę aby powtórzyła zajęcia z robienia biżuterii oraz kaligrafii japońskiej. Bardzo nam się to podobało i ciągle nam mało!
English-Śminglisz był dziś hadrcorowy ponieważ pisaliśmy kartki pocztowe! Najpierw musieliśmy poznać nowe słówka, nadgryźć odrobinę gramatyki, a potem wypisywaliśmy pocztówki! Tak tak, kochani Rodzice! Sprawdzajcie skrzynkę pocztową!
Wieczorem odbył się tak bardzo wyczekiwany konkurs 'Jak Łyse Konie. I - nie uwierzycie - poznaliśmy się tak dobrze, że każda drużyna szła jak koński łeb-w-łeb! Dogrywka trwała aż 30 minut! Ostatecznie wygrały 'Pierogi Ruskie' i cała grupa dostała wieczorem... DESER LODOWY, serwowany przez Magdę i Darka.




Dzień 8. niedziela
Już z rana kadra zrobiła nam psikusa! Okazało się, że nasz plan dnia został pocięty na kawałki, które zostały ukryte na terenie naszego ośrodka. Jak tylko się obudziliśmy, ruszyliśmy na poszukiwania, aby dowiedzieć się jakie będą atrakcje dzisiejszego dnia!
Po śniadaniu, odwiedzili nas niektórzy Rodzice. Najważniejsze jednak okazały się przywiezione przez nich słodycze.
Przed południem część z nas udała się do Kościoła. Można było również udać się na 'rejs' rowerem wodnym lub kajakiem.
Potem dostaliśmy od kadr jaja... Tak jest: JAJA. Każda grupa dostała jajko, które musiała nazwać, pomalować, a następnie skonstruować dla niego maszynę latająco-spadającą tak, aby jajo, po zrzuceniu z 2 piętra pozostało całe! Myśleliśmy, owijaliśmy, balony dmuchaliśmy - pot ociekał z czoła każdego architekta. Bilans był taki: 2 jaja z 8 zginęły. A to znaczy, że aż 6 przeżyło! Superrrr! Co się potem stało z jajami dowiecie się za chwilę...
Po obiedzie ambitnie wspinaliśmy się na ściankę wspinaczkową, oraz chodziliśmy po linie.
Przed kolacją dostaliśmy kolejne zadanie architektoniczne: musieliśmy zbudować jak najwyższą wierzę z... klusków, która utrzyma na czubku słodką piankę! Zapach pianki nas zniewalał, ale budowaliśmy dzielnie.
Wieczorem zagraliśmy w totemy, a nasze jajka z poprzedniego projektu powędrowały jako składniki do chlebka skautowego, który piekliśmy na kijkach. Pyyyyyyyyycha!




Dzień 9. poniedziałek
Dziś rozpoczęliśmy turniej sportów indywidualnych, tzw Lemoniadę! Każdy z nas staruje w różnorodnych konkurencjach aby zmierzyć się z samym sobą oraz... wygrać nagrody!
Na angielskim - ćwiczenie słownictwa: graliśmy w statki, kalambury oraz Truth or Dare. Naprawdę niezły ubaw, gdy trzeba pokazać 'Crazy ugly frog' (zwariowana, brzydka żaba).
Po obiedzie wyruszyliśmy na wycieczkę rowerową śladami Diabła Weneckiego. Obejrzeliśmy ruiny zamku, a Ala opowiadała nam weneckie legendy. Na deser były. lody włoskie!
Po powrocie kontynuowaliśmy 'kamerowanie'. Mamy mało czasu aby dobrze przygotować nasze filmy.
Po kolacji odbyło się mega party! Dyskoteka to mało powiedziane! Mieliśmy dj-a, masę świateł, francuską pocztę i czadowe konkursy - konkurs tańca oraz... BEKANIA! Wszystko nakręcone na kamerę...
Jutro czeka nas wycieczka do Biskupina!




Dzień 10. wtorek
Po wielu dniach upałów i bezchmurnego nieba, wtorek przywitał nas deszczem i temperaturą ok. 12 stopni. Musieliśmy więc wyciągnąć z walizek ciepłe bluzy i kurtki i po wczesnym śniadaniu wymaszerowaliśmy na stację kolejki wąskotorowej, która zawiozła nas do Biskupina. W Biskupinie zwiedziliśmy muzeum oraz zrekonstruowany gród i dowiedzieliśmy się wielu ciekawych rzeczy o życiu mieszkańców osady. Podczas zwiedzania, zdecydowanie najwięcej emocji wzbudziły mieszkające na terenie muzeum zwierzęta, szczególnie owce. Kilka osób stwierdziło nawet, że dadzą radę się z nimi dogadać (beee, beee). Po zakończeniu zwiedzania podzieliliśmy się na dwa zespoły warsztatowe. Jedna grupa udała się na zajęcia garncarskie, druga na naukę wyrobu ozdób z drutu miedzianego. Efekty obu były imponujące. Przed powrotem mieliśmy jeszcze czas na 'shopping'. Niestety dużą część zakupów (tj.: kusze, łuki, miecze itd.) Darek skonfiskował jeszcze przed odjazdem pociągu. Podczas siesty obejrzeliśmy kilka filmów wykonanych przez grupy z poprzednich lat. Dowiedzieliśmy się na co zwracać uwagę przy kadrowaniu ujęć oraz jak sprawić by widzowie dobrze się bawili podczas oglądania naszych filmów. Po obiedzie pracowaliśmy nad naszymi projektami filmowymi. Wieczorem zaś odbyła się pierwsza tura pochodów.




Dzień 11. środa
Dziś ciąg dalszy Lemoniady. Odbył się m.in. konkurs discgolfa, speedmintona, krykieta i wiele innych. Przed obiadem mieliśmy jeszcze English-Śminglisz. Dziś był dzień gier: Taboo, Pictionary, głuchy telefon a wszystko po angielsku. Po obiedzie robiliśmy ostatnie poprawki do filmów i zagraliśmy w grę Capture the flag. Wymaga ona współpracy całej drużyny ustalenia dobrej strategii a ponad wszystko dużo biegania. Gra wszystkim się bardzo podobała także ledwo zdążyliśmy na kolację. Wieczorem zaś odbyło się długo oczekiwane kicz-party. Oprócz konkursu na najbardziej kiczowaty strój, mieliśmy jeszcze konkurs karaoke i Golenie Edzia. Impreza trwała aż do 22 a i tak nie zdążyliśmy zrobić konkursu o tajemniczej nazwie 'Grubas'.




Dzień 12. czwartek
Ze względu na niestabilną pogodę czwartek zaczęliśmy od angielskiego. Dziś próbowaliśmy skopiować obrazy Fridy Kahlo, Picassa, Andy Warhola oraz innych artystów. Jedna osoba opowiadała (po angielsku) co widzi na obrazie a druga musiała to narysować. Powstały w ten sposób wyjątkowe dzieła, które następnie umieściliśmy w małej galerii wraz z oryginałami. Nad wodą oprócz kajaków, rowerów i noodli czekała nas nowość tj.: slackline w wodzie. Z niewielką pomocą prawie wszystkim udało się przejść całą długość taśmy. Po obiedzie odbył się konkurs drużynowy. Każdy zespół miał do wykonania 4 zadania: wieżę strachu, sztafetę rowerową, pole minowe oraz drukarkę. We wszystkich dyscyplinach osiągnięcie sukcesu wymagało współpracy i planowania. Po kolacji odbyła się projekcja naszych filmów. Wszystkie filmy wzbudzały salwy śmiechu oraz oklasków i na pewno zostaną na długo w pamięci. Wieczorem odbyło się ognisko z kiełbaskami i druga (nocna) tura podchodów. Świadomość, że to już ostatnia noc w Wenecji długo nie pozwalała nam zasnąć ale w tym dniu kadra była wyjątkowo tolerancyjna.




Dzień 13. piątek
To już ostatni dzień. Ze względu na długą noc, którą mieliśmy za sobą w piątek nie mieliśmy porannej rozgrzewki. Zaraz po śniadaniu spakowaliśmy bagaże a potem odbyło się rozdanie dyplomów i nagród w poszczególnych dyscyplinach.
Punktualnie o 12 wyjechaliśmy z Wenecji. Niestety podwarszawskie korki sprawiły, że na Dworzec Wschodni dotarliśmy dopiero o 18. Tam czekały już na nas rowery oraz stęsknieni rodzice. Dzięki wielkie za super obóz 'ziomble'. Do zobaczenia zimą w górach.



 
 
             
  Copyright © 2005-2010 by The Lemon Tree Designed by granic@o2.pl