| |
Relacja z Obozu 'Snow Safari 2011'
12.02.2011 - 20.02.2011
Dzień 1 i 2.
Do Komańczy dojechaliśmy planowo. Przywitały nas białe stoki, gorące słońce i lekki mrozek. Tu jest ślicznie! A nasz ośrodek! Jak z żurnala!
Wielki taras, śliczne pokoje.
Po zjedzeniu gigantycznego schabowego rozpoczęliśmy Bieszczadzką przygodę!
Przy pomocy cukierków M&Ms poznaliśmy wiele szczegółów z życia każdego obozowicza. Wymyśliliśmy nazwy grup oraz przygotowaliśmy profesjonalny show!
W niedzielę ruszyliśmy na stok. Z ośrodka pod sam wyciąg zabiera nas wynajęty bus. Mamy także prywatne bramki i nie stoimy w żadnych kolejkach na stoku.
Pierwszy dzień był rozgrzewkowy. Musieliśmy rozruszać nasze przykute do szkolnych ławek przez większość roku ciała.
Uczyliśmy się jazdy na nartach i snowboardzie podzieleni na grupy zaawansowania.
Jesteśmy żądni wiedzy ale mamy niesforne temperamenty - nęci nas prędkość i zjazdy na krechę i instruktorzy muszą nas pilnować.
Są wśród nas też elektroniczne chochliki - przypadkiem usunęliśmy z aparatu zdjęcia z dwóch pierwszych dni, które instruktorzy robili nam mozolnie.
Coż... od jutra rozpocznie się nowa sesja! Wieczorem powtarzaliśmy na sucho na śniegu wszystko czego się nauczyliśmy na toku.
Prezentowaliśmy też nasze przedstawienia oraz Rysowaliśmy karykatury kadry. Najwięcej jest rysunków Magdy-Pogromcy-Czosnku...
Hmmm, chyba ksywka sama mówi dlaczego ;-)
Przed snem udaliśmy się jeszcze do sauny... Ale wyczes!
|
Dzień 3.
Dziś rozpoczęliśmy extremalną jazdą na stoku. Długie zjazdy, większa prędkość, ćwiczenie płynności i postawy. Wszystko kręcili na kamerę instruktorzy.
Gdy zbierzemy dużo materiału będziemy oglądać nasze zmagania.
Potem ciepły obiadek i chwila restu, bo po sjeście czekało na nas więcej zadań dla twardzieli i twardzielek. Gigantyczny mróz pokrzyżował nam jednak część planów.
Ruszyliśmy na paintball - zamiast strzelania mieliśmy jednak lekcję chemii. ;-))
Pod wpływem niskiej temperatury zmniejsza się szybkość poruszania cząsteczek dwutlenku węgla - generuje za mało energii aby wystrzelić kulkę.
Jazda quadem jest czadowa! Udowodniliśmy, że nawet pojazd na każdy teren da się zakopać w śniegu. Ale za to ile było zabawy żeby go potem wydostać...
Robiliśmy też śnieżne graffiti. Ogromne Walentynki!
Zmarźlaki zostały w ośrodku i robiły biżuterię z koralików: bransolety, wisiorki i kolczyki. Wyszły po prostu ślicznie!
A z okazji Święta Zakochanych dziś oczywiście była dyskoteka...
Kadra zapewnia nam różnorodność doznań: jedzenie makaronu w parach, konkurs taneczny, oraz na grę na orientację w terenie.
Ale dziś był dzień! No i są wreszcie zdjęcia!
|
Dzień 4.
Dziś w nocy temperatura sięgnęła -25 stopni. Rano jednak przywitało nas ciepłe słoneczko.
Po śniadaniu wyruszyliśmy na stok. The Lemon Tree zrobiło nam miłą niespodziankę i na lunch zostaliśmy zaproszeni na gigantyczne zapiekanki! Pyyyyyyyycha!
Po obiedzie i sjeście rozpoczęliśmy przygotowania do konkursu JAK ŁYSE KONIE - musimy tak dobrze poznać się wzajemnie w grupach aby w piątek
bezbłędnie odpowiedzieć na pytania jakie zadadzą nam wychowawcy. A warto bo nagroda podobno jest fajna!
Postanowiliśmy zaprezentować Rodzicom nasze pokoje - ciągle się dopytują jak mieszkamy. Zapraszamy zatem do obejrzenia zdjęć!
Dziś Rozpoczęliśmy także prace nad projektami artystycznymi - krótkimi reklamami, sztukami oraz filmami. Każda grupa wylosowała rekwizyty, które musi użyć:
jest suknia księżniczki, szczotka do czyszczenia toalety, odkurzacz, antena telewizyjna, uniform do paintballa oraz gwoździe.
Ciekawe co z tego powstanie...
Przed snem udaliśmy się do sauny. Ach, to jest życie!
|
Dzień 5.
Ale biało! Dziś napadało jeszcze więcej śniegu!
Środa była bardzo nietypowa. Podzieliliśmy się na dwie grupy: część z nas pojechała na wycieczkę na Węgry do źródeł termalnych.
Zagorzali narciarze ćwiczyli technikę jazy na stoku odśnieżając gogle.
Relacja Węgry:
Kąpielisko było niesamowite! Kamienne groty, cieplutka woda, skalne posągi, z których spływały strumienie wody wprost na nasze plecy -
wszystko to zrobiło na nas ogromne wrażenie. Niestety na basenach był zakaz robienia zdjęć i udało się zrobić Jerzemu jedynie kilka fotek telefonem.
Po ponad trzech godzinach relaksu w źródłach termalnych, dopadło nas zmęczenie i z radością wracaliśmy do naszych kolegów i koleżanek do Komańczy.
Relacja Komańcza:
Po powrocie z nart ogrzaliśmy się przy kinie bieszczadzkim - obejrzeliśmy na projektorze film INK.
Za oknem padało, my popijaliśmy kakao i dawaliśmy odpocząć zmęczonym mięśniom.
Salon gier, czyli rozrywka intelektualna - to następny punkt programu.
Hitem okazała się gra DIXIT - na pewno opowiemy Wam o tym po powrocie.
Gdy wszyscy byliśmy już w komplecie kontynuowaliśmy przygotowania do turnieju JAK ŁYSE KONIE oraz szlifowaliśmy nasze projekty artystyczne.
Obejrzeliśmy też obozowe zdjęcia na dużym ekranie.
Świetne ujęcia zmotywowały nas do intensywniejszej prezencji przed obiektywem więc od jutra wychowawcy będą mieć jeszcze więcej pracy!
|
Dzień 6.
Poranek rozpoczęliśmy jak zwykle od rozwiązywania zagadek i pysznego śniadanka. Gdy tylko wysprzątaliśmy pokoje ruszyliśmy na zajęcia outdoor:
Dziś w programie była nauka jazdy quadem: sami kierowaliśmy a Psycho wszystko nadzorował na siedzeniu pasażera. Najtrudniej szło nam parkowanie w wyznaczonym miejscu.
Ale praktyka czyni mistrza!
Ci nas, którzy mieli ochotę na strategiczną przygodę udali się na paintball. Znacznie się ociepliło, więc było bardzo przyjemnie!
To nie wszystko! Kolejna grupa w tym czasie testowała czym można najszybciej zjechać z górki, tzw. zjazd na byle-czym.
Była opona (najgorszy wynik w testach) oraz plastikowa miska, worek i sanki. Miska is the best!
Ponieważ dzień bez sportu to dzień stracony, gdy chwilę ochłonęliśmy, spakowaliśmy sprzęt i wyjechaliśmy na stok.
Przyjemnie widzieć, jak nasza praca przynosi efekty - z każdym dniem czujemy poprawę kondycji i techniki jazdy.
Wieczorem odbył się konkurs JAK ŁYSE KONIE. Nie było lekko... Po 90 minutowych gorących krzesłach była dogrywka.
Ostatecznie zwyciężyła grupa - JERZO (część grupy JERZO-ZWIERZE, nazwa od imienia Jerzy). W sobotę wychowawcy w strojach kelnerskich przygotują dla wygranych
ekskluzywną kolację.
Dzień zakończyliśmy dyskoteką w stylu GANGSTER. Kuba powalił wszystkich zabierając na obóz... sztuczną szczękę!
|
Dzień 7.
Od samego rana rozpoczęliśmy przygotowania do zawodów sportowych, tzw. Lemoniady, która ma się odbyć w sobotę na stoku.
Ocieplenie przyniosło ze sobą mgłę, co trochę nam utrudniało jazdę. Plusem był fakt, że przynajmniej paluchy nam nie zamarzały!
Pozostałe zajęcia dzisiejszego dnia odbywały się pod hasłem ' Centrum Sztuki Współczesnej'. Mieliśmy do wyboru: malowanie na szkle,
robienie breloczków z filcu lub tworzenie biżuterii z koralików. The Lemon Tree przygotowało masę ślicznych materiałów, wzorów, szablonów i nawet
chłopaki nie mogli się oderwać od tych artystycznych zajęć! Wszystko zabieramy do domu aby Wam pokazać!
Wieczorem zostaliśmy zaproszeni do lemonowego kina - oglądaliśmy film na projektorze. Duży ekran, świetny dźwięk, wypas!
Zanim się zorientowaliśmy nastała późna noc i trzeba było bezwzględnie iść spać, bo Terminator czuwał...
|
Dzień 8.
Lemoniada! U jeeeee! Zawody sportowe miały na celu wyłonienie tych z nas, którzy osiągnęli największy postęp podczas całego zimowiska.
Zwycięzcą okazał się Wojtek!
Dziś uświadomiliśmy sobie, że obóz dobiega końca. Jednogłośnie stwierdziliśmy, że chętnie byśmy tu jeszcze zostali.
Chcemy jeszcze tyle zrobić, a tu tak mało czasu!
Po przyjeździe na stok zaostrzyliśmy prace nad naszymi projektami filmowymi. Wzięliśmy kamery w dłoń i kręciliśmy! Jutro rano wielki pokaz.
Po obiedzie czekał na nas salon gier - stacje z najnowszymi grami planszowymi i logicznymi.
Wieczorem, na pożegnanie z Bieszczadami, kadra zorganizowała nam śmieszne podchody i ognisko z kiełbaskami.
Ciszy nocnej dziś nie ma więc teoretyzujemy, czy gdyby autokar złapał gumę to musielibyśmy jutro wracać...
|
|
|